E-sport stanie w miejscu, już nie ma tego "czegoś"

Złota Piątka zdobywająca pierwsze mistrzostwo WCG w 2006 roku i czek na 60 tys. dolarów. Od lewej: TaZ, kuben, Loord, LUq, Neo.
Złota Piątka zdobywająca pierwsze mistrzostwo WCG w 2006 roku i czek na 60 tys. dolarów. Od lewej: TaZ, kuben, Loord, LUq, Neo.
Zjawisko sportów elektronicznych w polskim społeczeństwie jest niestety mało popularne, a w kręgu esportowców widać coraz słabsze zainteresowanie osób najbardziej doświadczonych. Zaczyna brakować rąk do pchnięcia wszystkiego naprzód. Stało się to w najgorszym momencie. Wtedy kiedy esport w Polsce osiąga dużą moc przebicia. Dokąd ten ciekawy wbrew pozorom sport dojdzie?

Dzisiaj bardzo trudno jest jednoznacznie określić sytuację jaka panuje w sporcie elektronicznym w Polsce, która nomen omen jest jednym z najsłynniejszych państw na świecie w tej dyscyplinie! I to nie od momentu kiedy wicemistrzostwo świata na cyberolimpiadzie w FIFĘ zdobył Bartosz "Tritt" Bartas [ E-sportowiec zamienia się w gwiazdę. Mistrz FIFY czyli Bartas ]. Polska na mapie esportowych elit jako mały pionek pojawiła się już w roku 2006, kiedy to na World Cyber Games triumfowała Złota Piątka (obecnie ESC Gaming). Później dochodziły indywidualne triumfy na największych turniejach m. in. Macieja "av3k" Krzykowskiego i nasz kraj z czasem rósł na arenie międzynarodowej. Esportowcy zdecydowanie skuteczniej promowali, promują i będą promować Polskę niż znaczna większość "tradycyjnych" sportowców.

Gracze ESC Gaming już nie raz w ciągu kilku lat pojawiali się w polskich mediach. Jednak to, co graczom Counter-Strike'a w kwestii medialnej zajęło kilkanaście miesięcy, Bartosz Tritt osiągnął w kilka. Wicemistrzostwo Europy oraz wicemistrzostwo Świata zdobyte w 2012 roku sprawiły, że Bartosz stał się bohaterem wielu telewizyjnych materiałów, a osobiste gratulacje odbierał nawet od Michała Żebrowskiego na planie Dzień Dobry TVN.

Jednak gracze to nie wszystko. Polacy już dwukrotnie organizowali ogromne międzynarodowe imprezy - World Cyber Games: Samsung European Championship oraz European Battle.net Invitational organizowany przez koncern Blizzard. Można jednak powiedzieć, że to wszystko było jedynie przygotowaniem do tego, co wydarzy się w Katowicach w dniach 18-20 stycznia. Za dwa tygodnie w Spodku odbędzie się przystanek Intel Extreme Masters, odpowiednika piłkarskiej Ligi Mistrzów, tyle że tutaj udział biorą gracze z całego globu.

Z powyższego fragmentu może jawić się obraz polskiego esportu w świetnej kondycji. Jednak nic bardziej mylnego. Chociaż esportowcy odnoszą sukcesy marketingowe oraz przede wszystkim sportowe, to z czasem zanika jedyny i niepowtarzalny klimat tych rozgrywek. Z aktywności esportowej rezygnuje coraz więcej person, które wszystko budowały od zera kilka, kilkanaście lat temu. Jeszcze w roku 2008 fan esportu zaczynał dzień od odwiedzania co najmniej pięciu różnych serwisów informacyjnych (a było ich od groma), które tworzyli ludzie z pasją, bez parcia na szkło i pieniądze. Organizowano masę kameralnych imprez w małych lokalach/kafejkach, gdzie zjeżdżali się gracze z całej polski i właśnie to m. in. stanowiło o wyjątkowości esportu.

Stan na dzień dzisiejszy jeśli chodzi o ilość serwisów informacyjnych to, uwaga, aż jeden. Czemu tylko jeden? Ponieważ tylko Cybersport, który jest marką Turtle Entertainment Polska może zaoferować pieniądze redaktorom. Jest jeszcze allplay, które ostatnio jednak zaczęło skupiać się na własnych projektach. Wcześniejsze zdanie pokazuje tylko jak młodzi ludziechcą swoje hobby wykorzystać do zarobienia kieszonkowego. Kiedyś aby zarobić pierwsze drobniaki za pisanie o esporcie trzeba było pisać masę ciekawych artykułów, wywiadów i szlifować swój warsztat. Dzisiaj szesnastolatek o imieniu X, który napisał trochę newsów liczących kilka zdań, chce dostawać pieniądze za pisanie, które w nierzadko nadaje się do kosza. X ma w dupie, że najpierw trzeba przeznaczyć czas na jego warsztat. Bardzo przykre dla esportowców jest zniknięcie z sieci ogromnych archiwów polskiego esportu jakimi były eSpmania.pl oraz eSports.pl.

Ogromny deficyt jest również odczuwalny w sektorze organizacji esportowych, które zajmują się zrzeszaniem graczy. Kiedyś było ich naprawdę bardzo dużo. I to nie byle jakich, ale takich, które działały w pełni profesjonalnie. Tych amatorskich i pomiędzy były dziesiątki. Kto dziś pamięta takie marki jak Bez Strachu wspierane m. in. przez Trust S.A., tempus moriendi współpracujące z EIZO czy Voodoo Gaming, w które inwestował bukmacher Betsson. To wszystko sprawiało, że esport w Polsce żył i był znacznie ciekawszy niż jest dziś, o dziwo.

Dzisiaj poza BenQ.Deltaesports, MaxFloPlay, Clan Poland i ALSEN Team nie ma praktycznie niczego, co byłoby warte uwagi. Znaczny wpływ na taki stan rzeczy ma brak osób, które chciałyby i dodatkowo potrafiłyby zarządzać organizacją posiadającą kilkunastu, kilkudziesięciu graczy. W dużej mierze spowodowane jest to brakiem wystarczającej pasji do esportu, chęci uczenia się oraz pokory - wszystkiego czego dzisiaj brakuje młodym i zarazem nowym esportowcom. "Dinozaury" sportów elektronicznych nie miały i nie mają komu przekazać pałeczki. Dlatego już niemal wszystkim zajmuje się Turtle Polska, które powoli zyskuje monopol na polskim podwórku.

Tak więc w jakim miejscu znajduje się dzisiaj polski esport? Poszedł do przodu, czy może się cofnął. Mi osobiście bardzo trudno odpowiedzieć na to pytanie. Natomiast uważam, że gdyby dawny klimat, zapał i osoby pokryły się z obecnym marketingiem i medialnością, to wówczas sport elektroniczny byłby znacznie potężniejszy. Niestety to już nie jest możliwe. Niemożliwe jest również przywrócenie dawnej świetności esportu, o której stanowili znani z dobrej roboty i wolni od zachłanności redaktorzy, menedżerowie, gracze oraz inne bardziej anonimowe osoby działające na esportowym podwórku. On po prostu pewnym momencie może stanąć w miejscu, a międzynarodowe turnieje tego nie zmienią.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Inne sportyDookoła sportuGry
Skomentuj